Kilka słów o mnie, jak to się stało, że zaczęłam czytać szybciej.

with Brak komentarzy

Nie lubiłam czytać, czyli kilka zdań jak zacząć czytać efektywniej i zacząć oszczędzać czas.

 

Nie lubiłam czytać, być może nie tak powinien zaczynać się idealny wstęp dotyczący czytania – ba efektywnego czytania!

Taka jest prawda, większość lektur do przeczytania była dla mnie problemem, nie lubiłam czytać, twierdziłam, że nic nie pamiętam i od tego bolą mnie oczy. Czytanie na głos, koszmar, z którego nic nie zapamiętywałam. Mój brat czytał dużo a rodzice ciągle opowiadali o fajnych książkach z ich młodości, które warto przeczytać. Niestety, zaczynałam czytać i odlatywałam myślami gdzieś daleko, myślałam o wszystkim ale nie o tym co jest w tekście. Z roku na rok lektury stawały się coraz grubsze a wraz z tym pojawiało się więcej łez, więcej poirytowania. Przecież tak nie może być.  Co mnie zainspirowało? Chęć przezwyciężenia swojej słabości, „lubiłam wiedzieć”, lubiłam szukać informacji i to co było chyba jeszcze bardziej absurdalne, lubiłam książki jako takie, zaglądałam do nich, samo ich czytanie mnie męczyło okrutnie.

„Musi być na to jakiś sposób”

 

„Inni czytają i sprawia im to przyjemność”, „czytam zbyt wolno dlatego nie lubię czytać” te i wiele innych myśli towarzyszyło mi jeszcze przez długi czas. Jedna wizyta w księgarni, jedna książka, jedno pierwsze ćwiczenie… ten jeden pierwszy krok. Książka Tonego Buzana „Podręcznik Szybkiego czytania”, którą wypatrzyłam przypadkiem w księgarni. To było by coś! Wtedy to była jedna z nielicznych książek, które tak ochoczo, choć z dużym dystansem zaczęłam czytać. Oczywiście, co tu dużo mówić, szło wolno, nawet bardzo wolno. Na początku do wykonania test i wynik zdecydowanie poniżej średniej, nawet powiedziałabym w dolnej granicy, dolnej normy ;).

Strona po stronie, czytałam. Pierwsza przymiarka poszła całkiem dobrze, zachęcona podwojeniem prędkości czytania już po dwóch tygodniach ćwiczeń. Ćwiczyłam dalej. Ze 123 słów na minutę wyćwiczyłam ponad 500 słów na minutę przy zrozumieniu tekstu na poziomie 80 %.
Przyszedł czas na pierwszy sprawdzian. Pamiętacie „Lalkę”? Przeczytana w jeden dzień! Kartkówka? Zaliczona. Zmieniłam punkt widzenia. Oczywiście zaangażowanie w ćwiczenia po pewnym czasie minęło. Wynik nieco się obniżył ale i tak było dobrze. Czytanie przestało mi przeszkadzać.
Po kilku latach, chciałam wrócić do ćwiczeń, czytałam szybciej ale to nie był zawrotny wynik. Powiedzmy w górnej, średniej.  Poszłam na kurs, za swoje jedne z pierwszych zarobionych pieniędzy.
Kurs szybkiego czytania, był oczywiście szybki. Wynik na koniec kursu 1200 słów na minutę 40 % zrozumienia tekstu, czyli jeśli chodzi o zrozumienie, przeciętnie. Podczas kursu i po jego ukończeniu, czytałam też ze znacznie większą prędkością: 1800, 2000 2300… słów na minutę.  Tak minęło kilka miesięcy, zaczęły się studia, do tego praca i brak czasu. Praca, wykłady, ćwiczenia na uczelni, sesja, egzaminy.

Musimy zrobić coś by działać efektywniej.

Nie ćwiczyłam a do tego czytałam mało.
Po dwóch latach moja prędkość czytania spadła do około 300 słów na minutę. Wiem, że to i tak więcej niż średnia, szkoda było mi mojego wysiłku. Historia lubi zataczać koła więc ponownie zabrałam się do pracy. Teraz już świadomie, wiedząc, że ta umiejętność bardzo pomoże mi podczas studiów. Studiowałam dziennie, nie chciałam zrezygnować z pracy bo to pozwalało mi na podróże i bardziej intensywne kontynuowanie przygody z żeglarstwem. W weekendy często chodziłam na dodatkowe szkolenia czy kursy. Dzień ma tylko 24 godziny, skoro doby nie możemy rozciągnąć, musimy zrobić coś by działać efektywniej.

Z prostej kalkulacji, powrót do prędkości minimum 500 słów na minutę, uczynił by mnie studentem, który nie musi siedzieć nad książkami całymi wieczorami. Brzmiało kusząco, wyzwanie zostało podjęte. Od tego momentu było łatwiej. Dawałam radę, czytałam głównie w komunikacji miejskiej, trochę w domu. Opowiadania moich koleżanek i kolegów, którzy przesiedzieli całe wieczory i noce nad materiałem, przysparzały smutnych wspomnieć z czasów gdy i ja siedziałam nad książkami długie godziny.

„Szybkie czytanie Twoim kapitałem na przyszłość”

W tak zwanym, „między czasie” skończyłam szkołę trenerów, moja praca zaliczeniowa była poświęcona właśnie tej tematyce „Szybkie czytanie Twoim kapitałem na przyszłość”. Przygotowałam program szkolenia, przerobiłam wiele ćwiczeń według moich doświadczeń, ułożyłam treści tak jak mi było uczyć się najwygodniej.
Zrobiłam kilka darmowych warsztatów dla studentów. Ich wyniki dodawały mi skrzydeł! Szybsze czytanie ułatwiało też moją pracę. W dużo krótszym czasie mogłam zapoznać się
z dokumentami, raportami.

Obecnie czytam z prędkością około 600 – 800 słów na minutę, czytając zwykłe codzienne teksty. Owszem czasem wolniej, czasem też dużo szybciej. Efektywne czytanie to dla mnie  wysoki poziom zrozumienia tekstu, czytanie dostosowane do warunków, poziomu trudności danego tekstu.

Przeszłam przez cały scenariusz: od czytania bardzo wolnego po bardzo szybkie. Sprawdziłam kilka metod i wybrałam te, którymi dzielę się dalej bo wiem, że są skuteczne.
Czytam dużo, nie na wyścigi, lecz dla przyjemności z czytania.

 

A Ty już wiesz co zrobisz z zaoszczędzonym czasem?

Magda

Tekst ma 772 słowa czytając z prędkością  ok. 500 słów na minutę przeczytasz go w 1, 30 sek.:

 

Leave a Reply